Pierwszym uczuciem jakiego


„Pierwszym uczuciem, jakiego doznali pasażerowie „Wędrowca" w obliczu strasznej katastrofy, była mieszanina żalu i przerażenia. Rozpamiętywali nieustannie tragiczną śmierć kapitana Hulla i pięciu marynarzy. Ta okropna katastrofa rozegrała się prawie przed ich oczyma, a oni nie mogli pośpieszyć z pomocą! Nie zdołali nawet przybyć na czas, aby wyłowić załogę łodzi wielorybniczej, nieszczęsnych, poranionych, lecz jeszcze żywych towarzyszy, i zasłonić ich kadłubem „Wędrowca" przed potwornymi ciosami wieloryba. Kapitan Hull i jego ludzie odeszli na zawsze.
Skoro bryg dotarł na miejsce wypadku, pani Weldon padła na kolana i wzniosła ręce ku niebu.
Módlmy się! rzekła pobożna niewiasta.
Przyłączył się do niej mały Jack, który płacząc ukląkł obok matki. Biedne dziecko zrozumiało wszystko. Dick Sand, Nan, Tom i pozostali Murzyni stali wyprostowani, z pochylonymi głowami.
Statek nie miał już ani kapitana, ani załogi. Podróżni znajdowali się na środku niezmierzonego Oceanu Spokojnego, oddaleni o setki mil od jakiegokolwiek lądu, zdani na łaskę wiatrów i fal.
Cóż za fatalność przywiodła wieloryba na drogę „Wędrowca"
Jaki nieszczęsny traf popchnął biednego kapitana Hulla, tak przezornego zazwyczaj, na drogę ryzyka po to tylko, aby uzupełnić ładunek I czyż tej katastrofy, z której nie udało się uratować ani jednego marynarza, nie należy zaliczyć do najrzadszych ze znanych w kronikach wielkich połowów Był to naprawdę tragiczny zbieg okoliczności.“(13)

<<<< Mirmekion był prowincjonalnym | Praktycznie stan Winorośli >>>>